Wyśmiać śmierć. Ponure myśli ostatniego dnia listopada.

Joanna Kołaczkowska, Katarzyna Stoparczyk, Agnieszka Maciąg i setki nieimiennych. Za kim płakała Polska i dlaczego wierzyłam, że takim ludziom śmierć się nie zdarza?

Ostatnia godzina listopada to chyba dobry czas na podsumowanie tego najbardziej dotykającego śmierci miesiąca.

Polscy artyści i dziennikarze od paru dni żegnają Agnieszkę Maciąg, która odeszła 27.11.2025. Pięknie ludzie jej piszą, bo chyba pięknie żyła i chociaż nigdy jej nie poznałam to zawsze kiedy odchodzi „ktoś znany” jest mi jakoś nieswojo.

Nieswojo, bo chyba jeszcze ciągle wierzę, że śmierci da się wymknąć, jeśli jesteś wystarczająco… No właśnie jaki?

Myślę dziś o trzech kobietach, które w tym roku żegnała Polska.

Myślałam, że Joannie Kołaczkowskiej śmiechem i energią uda się uciec. Jeśli będziesz wystarczająco głośna, zabawna, zmieniająca ludzkie życia to temat tak… Definitywny jak śmierć Cię po prostu ominie. Wyśmiejesz się śmierci w twarz i jej powiesz, pomyślałaś adresy, ja się nigdzie nie kładę, nie uleżę.

Myślałam, że Katarzyna Stoparczyk, która zginęła w wypadku jest za dobra, za mądra żeby zginąć, że przecież jeśli uważamy na siebie na drodze, to nic nam się nie stanie prawda? Że jeśli będę wystarczająco miła, uczynna i serdeczna, to żaden pijany frajer – morderca we mnie nie wiedzie

Myślałam, że Agnieszka Maciąg, która kierowała się w życiu zdrowiem, żyła zgodnie z ajurwedą, medytowała, uprawiała jogę i nie korzystała z używek, nie zostanie zabrana przez raka! Skąd w takim organizmie rak? I skoro zabrał ją, to co dopiero ze mną i z moimi bliskimi?

I czy nie uczyliśmy się o tym jeszcze w gimnazjum, dans macabre – na śmierć nie ma mądrych i nie ma na nią wpływu – uczyliśmy się, ale jedno to wiedzieć, a drugie to czuć.

Poczucie, że wszystko jest tak ulotne i że nie jesteś w stanie zakrzykiwać, zapracowywać, zaśmiewać, zapijać tych tematów sprawia, ze trzeba je… No właśnie co?

Moja terapeutka powiedziałaby, że trzeba je poczuć, ale jak można poczuć coś tak strasznego, jak można dopuścić do siebie myśl o tym, że po prostu któregoś dnia już nie będzie mojego dnia?

W listopadzie rozmawiałam z wieloma osobami przy okazji audycji, rozmawiałam z Osobą która przeżyła śmierć kliniczną i wierzy, że „wyszła” z ciała, rozmawiałam z wróżbitką, rozmawiałam z ateistami i z alkoholikami, którym relacja z boskością uratowała życia.

I chociaż każdą z tych osób szanuję i jestem wdzięczna za ten czas to zawsze kładąc się do snu pozostaję mi taka myśl, ach, czego to ludzie nie wymyślą, żeby po prostu przez chwilę nie bać się nagłego zakończenia?

I jak zaufać czemuś tak nieokiełznanemu jak przypadek?

achh

buzi! pili

Still hungry? Here’s more

Po ludzku. Czyli jak? 

Codziennie śledzę co robią ludzie i tracę w nas wiarę. Po tym tygodniu poszłam do parku popatrzeć czy nadal jesteśmy ludzcy. Spoiler: tak, jesteśmy.

Read More